…Kiedy poród to „pójście na łatwiznę”

Czytam wiele wypowiedzi mądrych i nie-mądrych mamusiek, które mają wiele do powiedzenia o porodzie, którego jeszcze nie przeżyły. Umówmy się, że jeżeli ja nie rodziłam siłami natury to nie wypowiadam się, który poród jest lepszy i dlaczego. Jednak wiele słyszałam (i czytałam) na temat Cesarskiego Cięcia tych pozytywnych i negatywnych opinii. Ostatnio w internecie jedna z mamusiek odważyła się nazwać taki poród „wydobycinami”. Inna za to stwierdziła, że kobieta, która urodziła przez cesarskie cięcie nie ma prawa nazywać siebie matką…  Spotkałam się też z opinią, że kobiety proszące o skierowanie na cesarkę idą na łatwiznę.

No właśnie, czy to tak faktycznie jest?

Pamiętam moment, kiedy po 8 godzinach leżenia, położna podeszła do mnie i powiedziała, że teraz muszę wstać i ona mi w tym pomoże. Kazała mi schodzić z łóżka powoli. Podobno niektóre kobiety źle znoszą pierwsze wstawanie po znieczuleniu. Poza tym, że czułam się jak na haju i jednak położna musiała mnie trzymać pod ręką, żebym nie trafiła w którąś ścianę to czułam się w miarę dobrze ;P

Tak, to był ten czas na pierwszy prysznic po porodzie. Schylić się było ciężko, więc umycie łydek graniczyło z cudem (o stopach nie wspomnę) ;P Położna była za kurtyną, gdybym niefortunnie miała się poślizgnąć lub co gorsza stracić przytomność. Ale po porodzie to nawet nie odczuwałam wstydu. Chyba nie wypadało…

10 czerwca, godzina około 23. Nadszedł czas na zostawienie mnie sam na sam z moim dzieckiem. Bez położnej (kanciapa położnych była na drugim końcu korytarza – długiego korytarza), bez mojego Ukochanego, który odsypiał w domu (niestety nie było możliwości, żeby partnerzy byli dzień i noc przy partnerce i dziecku :/ ), bez mojej mamy, która następnego dnia szła na rano do pracy… Tylko ja – cała obolała i moja córeczka.

Położyłam się do tego szpitalnego łóżka, które absolutnie nie było dostosowane dla kobiety po CC. Każda próba wstania z pozycji leżącej lub nawet siedzącej kończyła się skrzywieniem na twarzy i syczeniem z bólu. Nie wiem też dlaczego, ale po porodzie nagle coś w gardle zaczęło drapać, a kaszlnięcie wiązało się z kolejnym bólem w okolicy brzucha.

Moja córka, która pierwszą noc w swoim życiu pięknie przespała, rano zaczęła dawać się we znaki.

11 czerwca, godzina około 6. Krzyczy i płacze, i krzyczy, i marudzi… „Kurczę zaraz obudzi dziecko koleżanki z sali. Chyba muszę ją wziąć na ręce i trochę z nią połazić”. Szybko okazało się, że to zły pomysł, bo przecież po CC nie powinnam nosić dziecka na rękach przez kilka pierwszych dni. No tak, faktycznie!

Pamiętam ten moment, kiedy musiałam zaprowadzić Patrycję na szczepienie, na drugi koniec korytarza, a uwierzcie, że korytarz był naprawdę długi. Odczuwanie bólu z każdym krokiem… naprawdę nie polecam. Gdy doszłam pod gabinet, była kolejka, a na korytarzu ze cztery krzesła. Wszystkie zajęte. Pomyślałam – ok, postoję, przecież nie boli aż tak. Rana z każdą minutą bolała coraz bardziej. Po około 5 minutach stania pomyślałam, że nie dam rady stać i zostawiłam córkę z Patrykiem i wróciłam do sali.

Plus CC jest taki, że można bez problemu załatwić swoje sprawy fizjologiczne. Boli tylko przy siadaniu i wstawaniu 😉 Tylko.

Podsumowując…

Nie ładnie jest się skarżyć, ale dziś zrobiłam wyjątek i postanowiłam poskarżyć się na ból, na dolegliwości po Cesarskim Cięciu. Może ten pogląd na sprawę ułatwi niektórym kobietom podjęcie decyzji. Uważam, że cesarskie cięcie to absolutnie nie jest „pójście na łatwiznę” i mam nadzieję, że kobiety, które chcą koniecznie mieć cesarkę są świadome tego co ich czeka w momencie, gdy dziecko już będzie na świecie i będą musiały się tym dzieckiem jakoś zająć.

Opisałam jak to wyglądało u mnie i uważam, że dobrze zniosłam cesarkę. Jednak różne są sytuacje, różnie kobiety reagują.

Pozdrawiam i do usłyszenia 🙂

Autor: Aleksandra

Jestem młodą mamą, choć nie aż tak znowu młodą, bo prawie 22 lata 😅 Urodziłam w czerwcu 2017 roku córkę, Patrycję, więc rolę mamy dopiero zaczynam i jeszcze wiele przede mną - jakby nie patrzeć to całe życie ;) Za pisanie bloga oraz stworzenie strony na Facebooku wzięłam się, gdyż bardzo lubię pisać. Traktuję to po części jako swoją pasję, ale i chęć dzielenia się swoją wiedzą z innymi mamami. Pisanie jest taką moją odskocznią od codziennych spraw. Jednocześnie szanuję prywatność mojej rodzinki (RodzYnki), dlatego ilość dodawanych naszych zdjęć jest mocno ograniczona. Jeżeli choć trochę Cię zainteresowałam to proszę, wejdź, odwiedź mój fanpage, mój blog, poczytaj, zapoznaj się ze mną od strony pisania i jak spodobało Ci się choć trochę to zapraszam do polubienia, obserwowania mnie i komentowania. Opinia każdego z Was jest dla mnie ważna :)

Komentarze: