Moje baby blues, czyli wspomnienia czasu po porodzie

Do napisania tego postu zainspirował mnie wpis na grupie na Facebooku, do którego należę. Choć rzadko się o tym mówi, to jednak dotyka wielu kobiet po porodzie. Dotknął on również mnie i wcale się go nie wstydzę. Wręcz przeciwnie – chciałabym dzisiejszy post poświęcić opisaniu wszystkiego, co pamiętam z tego momentu.

Baby blues to bardzo popularna przypadłość kobiet po porodzie. Rzadko która kobieta opowiada o tym (chyba, że zostanie zapytana – taką zależność zauważyłam). No nie ma się co dziwić, zwłaszcza gdy niektórzy mylą tą naturalną przypadłość z depresją poporodową.

Cała prawda o tym, dlaczego dopadło mnie baby blues

Dorosłam w końcu do tego, by oficjalnie przyznać się co było przyczyną pojawienia się u mnie objawów Baby blues. Wspomnę w skrócie, że przed porodem dużo czytałam, interesowałam się wszystkim, co z macierzyństwem związane: poród, karmienie, przewijanie, noszenie itp. itd. Całą teorię miałam opanowaną na tip top. Wydawało mi się, że jestem już gotowa. W momencie, gdy lekarka w szpitalu stwierdziła, że w dniu jutrzejszym wywołujemy poród – moja pewność siebie przerodziła się w wielki strach/niepokój. Następnego dnia, mimo wszystkich znaków, które pozwalałyby mi urodzić siłami natury, pojawiło się JEDNO przeciwwskazanie i po 7,5 godzinach na porodówce i 4,5 godzinach skurczy, nastąpiła szybka decyzja o cięciu cesarskim…

Chciałam urodzić siłami natury. Przekonać się jak to jest. Los chciał inaczej.

Po tych pierwszych chwilach radości z przyjścia na świat naszej pociechy oraz z tego, że urodziła się zdrowa, nadszedł czas przygnębienia… Żałowałam, że odebrano mi tą możliwość porodu naturalnego. Żeby sytuacja była jasna, nie oceniam kto jaki miał poród, bo to po prostu jest głupie. Uważam natomiast, że kobieta powinna mieć prawo wyboru, czy CC (Cesarskie Cięcie), czy SN (Siłami Natury). W moim przypadku poród, który jednak inaczej sobie wyobrażałam, był pierwszym powodem mojego złego samopoczucia.

Jako ciekawostkę nadmienię Wam, że podczas mocnych skurczy myślałam sobie: „Nigdy więcej dzieci!” 😉 Pożyjemy, zobaczymy… 😉

Chodząc w ciąży powtarzałam, że będę karmić piersią. Bardzo tego chciałam. Niestety i w tym momencie świat się na mnie uwziął :/ Miałam pokarm, nawet czasem udało mi się przystawić, choć było trudno. Myślałam, że problemy z KP (Karmieniem Piersią) to są jakieś mity wyssane z palca. Jednak na własnym przykładzie przyznam, że to jednak jest fakt.

W szpitalu była duża presja na KP. Przychodziły położne, konsultantki laktacyjne, lekarze. Miło, że chcieli pomóc, ale szczerze, chciałam ich wszystkich złapać za manatki i wyrzucić z sali. Za każdym razem kończyło się krzykiem Patrycji, co dodatkowo mnie dołowało. Myślałam, że jak tak dalej będzie to zagłodzę ją. Czułam przez to jeszcze większą presję.

Dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, urodziła siłami natury dzień po mnie i trafiła do sali razem ze mną. Karmiła piersią… Nigdy nie zapomnę momentu, gdy przyszła położna do nas i z zachwytem gratulowała tamtej dziewczynie, że do tej pory karmi tylko piersią. Odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie z politowaniem. Niestety jestem osobą wrażliwą, więc każde takie spojrzenie (a było ich wiele) kończyło się spadkiem mojej pewności siebie.

Mój nastrój skumulował się następnego dnia po porodzie. Od samego rana przez kilka godzin Patrycja darła mi się niemiłosiernie. Zastanawiałam się, czy koleżance z sali te krzyki nie przeszkadzają. Byłam po CC sama z dzieckiem, które nie mogło się uspokoić. Wyobrażacie sobie? Raz, nie wiedząc, wzięłam ją na ręce i zaczęłam nosić, by się uspokoiła, to zaraz przybiegła położna, że jestem po operacji i takie noszenie dziecka jest niebezpieczne. Położna ją trochę ponosiła, a ja…zaczęłam wydzwaniać do mamy, do Patryka, żeby przyjechali i mi pomogli. W tym momencie poleciały moje pierwsze łzy po porodzie…z bezsilności. Oboje zapowiedzieli się, że będą po 15, więc cały dzień musiałam dać sobie radę sama. Ten moment zapoczątkował u mnie syndrom Baby Blues.

Co tak naprawdę mi pomagało

Psycholog

Będąc w szpitalu dostałam propozycję, by porozmawiać z psychologiem szpitalnym. Długo się wahałam. Patryk mnie namawiał, jednak nie byłam przekonana do tego. Któregoś wieczoru złamałam się i się zgodziłam. Okazało się, że była to właściwa decyzja 🙂 Nie myślcie, że moje Baby Blues się skończyło. Nie, nie skończyło się. Trwało jeszcze parę tygodni. Jednak na długo zapamiętam rozmowę z tą kobietą 🙂

Zapytana przez nią, czego się tak naprawdę boję, odpowiedziałam bez chwili namysłu, że boję się tego, że zagłodzę córkę, że nie dopilnuję godziny karmienia, a ona sama nie da mi znać, że jest głodna. Powiedziałam, że boję się, że nie obudzę się w nocy, gdy ona będzie krzyczeć z głodu. Spojrzała wtedy na mnie i powiedziała: „Czy Ty myślisz, że ja pamiętam, kiedy moja mama mnie karmiła? Myślisz, że ważne było wtedy dla mnie to, czy dopilnowała czasu karmienia? Dla mnie to nie było istotne. Jednak ważne były chwile, w których mnie przytulała, bawiła się ze mną i mówiła do mnie. Takie chwile pamiętam”.

Nie wiem ile tak rozmawiałyśmy. Pół godziny? Godzinę? Pamiętam, że siedziałyśmy w sali wykładowej (tak, szpital, w którym rodziłam, był przepełniony studentami i miał salę wykładową) i wiem, że siedząc tam czas tak jakby nie istniał. Poruszałyśmy wiele tematów i to właśnie rozmowa z tą kobietą dodała mi choć trochę pewności siebie.

Pomoc ze strony rodziny

To, co jest najważniejsze po porodzie to wsparcie ze strony rodziny. Moja mama potrafiła przyjść, wziąć Patrycję i powiedzieć „My idziemy na spacer, a Ty zdrzemnij się”. Tak, tego potrzebowałam w tamtym czasie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że pierwsze tygodnie po, kobieta jest tak zmęczona, że zasypia siedząc przed telewizorem chociażby. Miałam parę razy taką sytuację. Nazwałabym to „urwaniem filmu” 😛  Tak naprawdę mogłabym wymieniać i wymieniać to, w jaki sposób dostałam wsparcie od rodziny, ale wydaję mi się, że nie muszę 🙂 Każda z Was, która była w tej sytuacji i miała to szczęście uzyskać taką pomoc rozumie, jak bardzo to pomogło w nabieraniu wprawy i pewności siebie.

Patryk

Na sam koniec zostawiłam osobę, od której najbardziej potrzebowałam wsparcia psychicznego.

Zauważyłam taką zależność w pewnym momencie. Im bliżej było wieczoru tym Baby Blues coraz mocniej dawał o sobie znać. Każdego wieczoru dostawałam sygnał, który mnie samą zaczął denerwować. Sygnał pt.: „PRZYTUL!”. Mój chłopak nie należy do mężczyzn, którzy okazują swoją czułość w każdej sekundzie swojego życia. A wieczór z Baby Blues tak właśnie wyglądał. Kiedy nie przytulał, płakałam. Dlaczego płakałam? A bo ja wiem. Jedyna logiczna odpowiedź jaka mi przychodzi do głowy to HORMONY. Jednak wtedy miałam gdzieś hormony. Chciałam tylko, żeby mnie przytulał. Teraz jak to wspominam to szczerze mu współczuję.

Pamiętam wieczór, w którym wyciągnął mnie na spacer i zaczęliśmy gadać o tym jak się czuję, jak on się czuje i o naszych obawach. Przy Baby Blues bardzo ważna jest rozmowa. Co prawda następnego wieczoru miałam to samo i tak przez kilka tygodni. Ale co wieczór Patryk powtarzał mi, że z każdym dniem będzie coraz lepiej. I było lepiej 🙂 W pewnym momencie po prostu poznałam na tyle swoją córkę, że Baby Blues odszedł.

Autor: Aleksandra

Jestem młodą mamą, choć nie aż tak znowu młodą, bo prawie 22 lata 😅 Urodziłam w czerwcu 2017 roku córkę, Patrycję, więc rolę mamy dopiero zaczynam i jeszcze wiele przede mną - jakby nie patrzeć to całe życie ;) Za pisanie bloga oraz stworzenie strony na Facebooku wzięłam się, gdyż bardzo lubię pisać. Traktuję to po części jako swoją pasję, ale i chęć dzielenia się swoją wiedzą z innymi mamami. Pisanie jest taką moją odskocznią od codziennych spraw. Jednocześnie szanuję prywatność mojej rodzinki (RodzYnki), dlatego ilość dodawanych naszych zdjęć jest mocno ograniczona. Jeżeli choć trochę Cię zainteresowałam to proszę, wejdź, odwiedź mój fanpage, mój blog, poczytaj, zapoznaj się ze mną od strony pisania i jak spodobało Ci się choć trochę to zapraszam do polubienia, obserwowania mnie i komentowania. Opinia każdego z Was jest dla mnie ważna :)

Komentarze: