Życie jedynaka. Jak ja to widzę?

Piszę dla Was po wielu edycjach. Zmęczona, niewyspana, po części też bez nastroju. Ale wpis wydaje mi się na tyle ważny, że wymaga on głębszego przemyślenia i dopiero wylania tego dla Was na „kartkę” bloga.

Mój dzisiejszy post chciałabym poświęcić osobom, które tak jak ja, są jedynakami. Chciałabym rozwiać wszelkie stereotypy i pokazać jak to wygląda od środka. Oczywiście mój wpis nie odda tego wszystkiego z czym zmagają się jedynacy, ale przekażę Wam choć namiastkę tego jak wygląda życie jego oczami.

Moimi oczami.

Jedynak to osoba nie mająca rodzeństwa. Niektórzy mogą myśleć, że czuje się samotna przez to. Otóż nic bardziej mylnego. Wyobraźcie sobie, że Wasze jedyne dziecko kończy szkołę średnią, idzie na studia, wyprowadza się. Co wtedy czujecie? Koniec prania jego brudnych ciuchów. Koniec ciągłego wołania „Mamoooo!” albo „Tatooo!” albo mówienia na odczepnego „zaraz…”. Koniec pilnowania, żeby dziecko zjadło zdrowy posiłek, nad którym stałaś godzinę lub dwie. Koniec zebrań, których tak naprawdę nie lubisz, ale chodzisz, bo to dotyczy Twojego dziecka. Napiszę Wam co ja bym czuła, gdyby to wszystko się skończyło. Przede wszystkim dumę, że wraz z mężem daliśmy radę. Na pewno czułabym się wolna i  w końcu niezależna od dziecka. Jednak po części pozostałaby pustka. Dziecko dorasta, wyfruwa z gniazda i uświadamiasz sobie, że to ono jest Twoim całym światem (i to dosłownie) i musisz nauczyć się teraz żyć bez niego. To trudne i tego się boję najbardziej.

Tak naprawdę każdy rodzic jedynaka podświadomie robi mu krzywdę. Nie specjalnie. W jaki sposób? Jedynacy nie tyle są rozpieszczani (takie bzdury też słyszałam) co po prostu… „Osaczani” przez swoich rodziców. Słowo „osaczani” dałam w cudzysłowie, bo jednak źle mi się kojarzy, a inaczej nie umiem tego nazwać. Oczywiście po części zaczęłam rozumieć takie zachowanie rodziców względem swoich jedynych dzieci, bo sama mam teraz jedno dziecko i łapię się momentami na takich sytuacjach. Rodzice martwią się ZAWSZE o swoje potomstwo. Gdy jest jedno dziecko, zamartwianie kumuluje się tylko na nim. Czy to jest dobre? Nie do końca… Takie dziecko wkraczając dopiero w dorosłość czuje się samotnie jak nigdy wcześniej. Gdy rodziców nie ma, musi sobie dać radę sam.

Przestrzegam wszystkich rodziców jedynaków przed takim obchodzeniem się z dzieckiem „jak z jajkiem”. Skutki uboczne takiego wychowania nie są przyjemne. 

Pamiętam moment, gdy jeszcze z moim P. nie byliśmy razem, ale od jakiegoś czasu już pracowaliśmy ze sobą. Usiedliśmy, zaczęliśmy rozmawiać. On nic o mnie nie wiedział. Wtedy usłyszałam od niego: „Jesteś jedynaczką. To widać”. Do dzisiaj nie wiem o co mu chodziło. Czy są jakieś cechy, które posiadają tylko jedynacy? Możliwe, że tak. Bo każdy rodzic wie, że inaczej dziecko chowa się z drugim dzieckiem, a inaczej gdy jest samo.

Kiedyś wstydziłam się tego, że jestem jedynaczką. Do pewnego wieku bardzo chciałam mieć rodzeństwo, jednak nigdy o tym nie powiedziałam głośno. Także teraz pytając moich rodziców o to, zawsze odpowiedzą, że ja nigdy nie chciałam, a im po prostu nie było dane (Jest wiele powodów, dlaczego dorośli nie decydują się na więcej dzieci).

Miałam mniej więcej 12 lat, kiedy przyszedł ten czas, że na pytanie „Nie chcesz mieć siostrzyczki lub braciszka?” odpowiadałam stanowczo „Nie”.  Wyobrażałam sobie, jak by to zmieniło nasze dotychczasowe życie. A ja już po prostu nie chciałam nic zmieniać. Przyzwyczajenie w tym momencie wzięło górę nad wszystkim. W tym okresie czasu mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu, gdzieś z dala od miejskiego halasu. Moi rodzice i ja mieliśmy osobne pokoje (w końcu miałam własny pokój!). Mieściłam się w 9 m kw i to był mój kąt, mój świat. Potrafiłam bawić się sama. Najczęściej zakładałam słuchawki na uszy, słuchałam ulubionej muzyki i nic mnie wtedy nie obchodziło. Może to jest ta przypadłość jedynaków? Czasem potrzebują być sami, potrzebują ciszy i spokoju. Ale to wcale nie znaczy, że są DZIWNI. Pamiętajcie, że to dzieciństwo kształtuje nasz charakter.

Przytoczę Wam dla przykładu moment, gdy przez jakiś czas mieszkałam u mojego P. Ja jestem jedynaczką, on wręcz odwrotnie – ma czworo rodzeństwa. Gdy tam byłam poczułam, że to inne życie. Ja, która jestem przyzwyczajona do ciszy, nagle doszło do tego, że brakowało mi jej jak niczego innego dotąd. Wchodzili, wychodzili, trzaskali drzwiami, kolejki do łazienki jak zapisy na NFZ. Różnica była ogromna.

Nigdy nie rozumiałam, gdy inni narzekali na swoje rodzeństwo. Zawsze jak to słyszałam mówiłam: „Ciesz się. Ja nie mam rodzeństwa i żałuję”. A wtedy słyszałam w odpowiedzi: „Zazdroszczę ci”. 

Będąc już dorosłą osobą i mając małe dziecko trudno mi jest wyobrazić sobie, że za jakiś niedługi okres czasu nie będę miała chwili spokoju, do której tak zostałam przyzwyczajona.

Oczywiście nie każdy jedynak jest taki sam. Na charakter i zachowanie człowieka nie wpływa tylko to, czy miał on rodzeństwo czy nie. Obyczaje rodziny, otoczenie w tym szkoła i znajomi – to wszystko sprawia, że jesteśmy takimi, a nie innymi ludźmi.

Pozdrawiam Was serdecznie

Autor: Aleksandra

Jestem młodą mamą, choć nie aż tak znowu młodą, bo prawie 22 lata 😅 Urodziłam w czerwcu 2017 roku córkę, Patrycję, więc rolę mamy dopiero zaczynam i jeszcze wiele przede mną - jakby nie patrzeć to całe życie ;) Za pisanie bloga oraz stworzenie strony na Facebooku wzięłam się, gdyż bardzo lubię pisać. Traktuję to po części jako swoją pasję, ale i chęć dzielenia się swoją wiedzą z innymi mamami. Pisanie jest taką moją odskocznią od codziennych spraw. Jednocześnie szanuję prywatność mojej rodzinki (RodzYnki), dlatego ilość dodawanych naszych zdjęć jest mocno ograniczona. Jeżeli choć trochę Cię zainteresowałam to proszę, wejdź, odwiedź mój fanpage, mój blog, poczytaj, zapoznaj się ze mną od strony pisania i jak spodobało Ci się choć trochę to zapraszam do polubienia, obserwowania mnie i komentowania. Opinia każdego z Was jest dla mnie ważna :)

Komentarze: