Moje wspomnienia z czasów ciąży

Wspominając ciążę pół roku po porodzie mam wrażenie, że to są tak odległe czasy… Jednak wszystko pamiętam doskonale.

Zaczęło się od testu. To było najdłuższe 5 minut mojego życia. Tak naprawdę po 3 minutach już wiedziałam, ale te dwie dodatkowo czekałam, by się upewnić. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny. Tego dnia nie docierało do mnie, że jestem w ciąży.

Trzy tygodnie później byłam na pierwszym USG (Tydzień 7+3) i usłyszałam bicie serduszka. Lekarz dał mi zdjęcia i zostawił mnie samą w gabinecie. Nie umiem opisać, co wtedy czułam. Jest to zbyt trudne. Nie mogę napisać, że byłam szczęśliwa. Moje emocje wtedy były podobne do strachu, poczucia, że coś się zmienia w moim życiu. Patrzyłam na zdjęcie USG, na którym było widać małą „fasolkę”. Wiecie co wtedy myślałam? Myślałam, jakie to jest niesamowite, że ja z P. stworzyliśmy życie. Patrząc teraz na to samo zdjęcie USG i jednocześnie widząc jak teraz moja półroczna już „fasolka” się uśmiecha do mnie, jak na mnie patrzy, jak wyciąga rękę do mojej twarzy, myślę, że to wszystko naprawdę jest niesamowite.

Długo trwało zanim faktycznie dotarło do mnie, że jestem w ciąży. Mimo, że od 9. tygodnia miałam mdłości dzień w dzień. Nawet nauczyłam się, że jest pewna zależność, bo tylko do godziny 11. je miałam. Od tego tygodnia zaczęły się pojawiać u mnie takie objawy ciąży jak:

-ciągłe picie i to najlepiej soku pomarańczowego (normalnie nie przepadam, ale wtedy wzięło mnie na soki pomarańczowe i piłam je hektolitrami).

-jedzenie kiszonych ogórków do kanapek, do obiadu, do filmu… etc.

-wstręt do mięsa (do jego widoku i zapachu) oraz do słodyczy. Będąc w sklepie omijałam te działy szerokim łukiem

-jedzenie mandarynek, przynajmniej 5 w ciągu dnia i zawsze przed rozpoczęciem zmiany. Nawet kiedyś koleżanka z pracy jak zobaczyła mnie z mandarynkami to stwierdziła, że już wie skąd ten ciągły zapach na zapleczu 😉

A wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Pracowałam wtedy w sklepie spożywczym. Gdy widziałam, że klient kupuje kiszone ogórki to już umierałam z głodu 😉

Kończąc pierwszy trymestr, a zaczynając drugi skończyło się to wszystko. Nagle wszystkie te objawy zniknęły. Nad czym najbardziej ubolewam to to, że zaczęło mnie ciągnąć do słodyczy ;(

W drugim trymestrze właśnie (około 18 tygodnia ciąży) poczułam pierwsze ruchy dziecka. Pamiętam, że wtedy byłam po obiedzie. Przyszłam do pokoju i na chwilę położyłam się na łóżku na plecach. Moi drodzy, to był ten moment, kiedy w końcu uświadomiłam sobie, że w moim brzuchu rośnie Nowe Życie. Od tej chwili nie tylko wiedziałam, że jestem w ciąży, ale i czułam obecność malucha w brzuchu.  To dopiero coś 😉

To sprawiło, że w końcu poczułam się mamą. Zaczęłam się bardziej interesować postępem rozwoju mojego malucha. Każdy tydzień przynosił coś nowego. A ja cieszyłam się coraz bardziej 😀

Pracowałam do 23. tygodnia ciąży. Później poszłam na zwolnienie i siedziałam w domu. Jaki był powód zwolnienia? Warunki pracy nie były zgodne z warunkami jakie są dopuszczalne dla kobiet ciężarnych. Ten moment niestety wspominam niechętnie, ale chciałam o tym napisać. Chciałabym, żeby każda kobieta ciężarna znała swoje prawa w pracy. To jest bardzo ważne dla zdrowia Waszego i Waszego dziecka!

W momencie pójścia już na zwolnienie, zaczął się kolejny objaw ciąży bardziej zaawansowanej, a mianowicie nieprzespane noce. O tak, to chyba większość ciężarnych kobiet przeżywa. Bóle pleców, bóle biodra, bóle nóg (łydek), bóle brzucha…hmm jeszcze jakiś bóli nie wymieniłam? Nagle łóżko przestało być wygodne 😉 Powodów jest mnóstwo.

Można to potraktować jako przygotowanie do tych prawdziwych nieprzespanych nocy 😉 Prawdziwych – oczywiście mam tu na myśli, że dziecko Nas budzi i nie ma zmiłuj, trzeba do niego wstać.

W trzecim trymestrze pojawiła się u mnie moja Nocna Zmora, czyli zgaga. Pomagało mi zimne mleko. Piłam dwie szklanki przed snem, a w nocy jedną. Pamiętam, że był tylko jeden taki moment, kiedy zimne mleko mnie zawiodło. Ale raz na kilkaset razy to jest nic 😉

Od 30. tygodnia ciąży zaczęły się już poważniejsze schody. Mianowicie zaczęły mi puchnąć ręce, nogi, twarz… Oczywiście wiele kobiet w ciąży tak ma, więc lekarz zalecił mi trzymać nogi w górze, jeść natkę pietruszki, nie używać soli itd. Powiem szczerze, że natki pietruszki nie jem i jeść nie będę, a soli w ogóle nie używam (tylko do posolenia ziemniaków lub wody na makaron), ale nogi w górze trzymałam i … przechodziło 🙂 Oczywiście zależność była taka, że wszystko puchło po południu, a wieczorem bywało, że butów nie dało się założyć 😛 Z końcem dnia brałam nogi do góry i robiło się lepiej. Rano po opuchliźnie nie było śladu.  No i tak dzień w dzień.

Około 37 tygodnia ciąży, gdy poszłam prywatnie do ginekologa zaniepokoiło ją moje przybieranie na wadze. To już był moment, że opuchlizna po nocy nie schodziła, a to już jest niepokojące zjawisko, nawet u ciężarnej. Wtedy skierowano mnie do szpitala, gdzie usłyszałam od Pani doktor, że „pff w ciąży to normalne” oraz „dużo się słodkości jadło w ciąży, prawda?”. Mimo tych słów, które na początku zraziły mnie do tej osoby, okazała się sympatyczna. Po zrobieniu badań stwierdzono jednak, że słodkości nie mają tu nic do rzeczy, a jednak zatrucie ciążowe. Hah. Tydzień później urodziłam przez wywołanie porodu 🙂

Tak właśnie wyglądały te miesiące mojej ciąży. Oczywiście ja tutaj nie wspominam o moim P., ale chcę tylko dodać w kilku zdaniach, że był dla mnie wsparciem w ciąży i po porodzie również. Kiedy ja na początku czułam jedynie strach, On cieszył się za nas dwoje 🙂 I tak było cały czas.

:*

Autor: Aleksandra

Jestem młodą mamą, choć nie aż tak znowu młodą, bo prawie 22 lata 😅 Urodziłam w czerwcu 2017 roku córkę, Patrycję, więc rolę mamy dopiero zaczynam i jeszcze wiele przede mną - jakby nie patrzeć to całe życie ;) Za pisanie bloga oraz stworzenie strony na Facebooku wzięłam się, gdyż bardzo lubię pisać. Traktuję to po części jako swoją pasję, ale i chęć dzielenia się swoją wiedzą z innymi mamami. Pisanie jest taką moją odskocznią od codziennych spraw. Jednocześnie szanuję prywatność mojej rodzinki (RodzYnki), dlatego ilość dodawanych naszych zdjęć jest mocno ograniczona. Jeżeli choć trochę Cię zainteresowałam to proszę, wejdź, odwiedź mój fanpage, mój blog, poczytaj, zapoznaj się ze mną od strony pisania i jak spodobało Ci się choć trochę to zapraszam do polubienia, obserwowania mnie i komentowania. Opinia każdego z Was jest dla mnie ważna :)

Komentarze: